Przetłumaczona na język polski przez AI, wypowiedź JE Ks. Abp-a Carlo Maria Vigano, zamieszczona 15.06.2026r. na stronach exsurgedomine.it zawierająca w sobie treść listu, który Arcybiskup Vigano skierował do Leona XIV w styczniu br.
Oryginalna wypowiedź JE Ks. Abp-a Carlo Maria Vigano (w jez. angielskim)- do odsłuchania tutaj

Wypowiedź Arcybiskupa Vigano, wraz z listem została odczytana przez Ks. Michała Woźnickiego SDB, wraz z dodaniem swojego komentarza, w ramach kazania, w dniu 16 czerwca 2026 r. , podczas Mszy Św. w rycie rzymskim, odprawianej w domowej kaplicy katolickiego domu przy Placu Zmartwychwstania 1 w Baranowie – do odsłuchania w ramach transmisji Mszy Św.
Tekst JE. Ks. Abp-a Carlo Maria Vigano:
“Kilka tygodni temu upubliczniłem wydarzenia związane z moją prośbą o spotkanie z Leone, jej początkową akceptację, nagłe wycofanie i ostateczne anulowanie. Podczas gdy katolicki arcybiskup został uznany za niegodnego przyjęcia na audiencji, homoseksualista dokonujący aborcji, przebrany za anglikańską „arcybiskupkę”, zasłużył nie tylko na watykańskie honory protokolarne, ale nawet na prawo do komunikowania się in sacris z Leone i innymi prałatami, a nawet udzielenia „błogosławieństwa” w sanktuarium Księcia Apostołów. Świadczy to o podwójnych standardach stosowanych przez przedstawicieli Kościoła synodalnego. Uważam, że nie ma potrzeby dalszego rozwijania tej kwestii. Po długich miesiącach milczenia nadszedł czas, aby podzielić się treścią mojego listu do Leone z 25 stycznia, aby pozostawić po sobie dokumentalny zapis.
Wasza Świątobliwość,
W tym liście pragnę przedstawić Wam najważniejsze wydarzenia z mojego życia osobistego i duszpasterskiego, abyście mogli mnie zrozumieć i zrozumieć intencje, które mnie inspirują.
Urodziłem się 16 stycznia 1941 roku w Varese, w głęboko katolickiej rodzinie, dzięki czemu mogłem wzrastać w codziennym praktykowaniu wiary, zdobyć solidne wykształcenie wyższe i rozwinąć moje powołanie do kapłaństwa. Święcenia kapłańskie przyjąłem 24 marca 1968 roku, a po krótkim okresie posługi parafialnej w Pawii, ówczesny Substytut Sekretariatu Stanu, ks. prałat Giovanni Benelli, zaprosił mnie do Papieskiej Akademii Kościelnej, gdzie zostałem przyjęty w październiku 1971 roku. Służyłem pięciu papieżom: w nuncjaturach w Bagdadzie, Kuwejcie i Londynie; Następnie, od stycznia 1978 roku, przez ponad dziesięć lat w Sekretariacie Stanu jako sekretarz trzech zastępców; wreszcie jako stały obserwator przy Radzie Europy i Parlamencie Europejskim w Strasburgu (1988-1992). Po sakrze biskupiej udzielonej przez Jana Pawła II, zostałem wysłany do Nigerii jako nuncjusz apostolski (1992-1998), a następnie powołany do Sekretariatu Stanu jako delegat ds. przedstawicielstw papieskich (1998-2009). W 2009 roku papież Benedykt XVI mianował mnie Sekretarzem Generalnym Gubernatoratu, a w 2011 roku Nuncjuszem Apostolskim w Stanach Zjednoczonych Ameryki, którym zostałem do 2016 roku.
Jako Delegat ds. Reprezentacji Papieskich byłem odpowiedzialny za procesy informacyjne dotyczące awansów na biskupów, w Kurii i Nuncjaturach, a także za najbardziej poufne i delikatne sprawy dotyczące biskupów i kardynałów, w tym za sprawę Theodore’a McCarricka i innych homoseksualnych biskupów. Moje działania w tym obszarze doprowadziły do usunięcia mnie z Sekretariatu Stanu i przeniesienia do Gubernatoratu na stanowisko Sekretarza Generalnego, gdzie papież Benedykt XVI powierzył mi zadanie zwalczania niegospodarności i rozległej sieci korupcji finansowej. Nawet wtedy, pomimo doprowadzenia budżetu Gubernatoratu z deficytu w wysokości 15 milionów euro do zysku w wysokości 35 milionów euro w ciągu półtora roku i pomimo pragnienia Papieża, by awansować mnie na stanowisko Przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Ekonomicznych Stolicy Apostolskiej, zostałem usunięty z Kurii Rzymskiej i wysłany do Waszyngtonu jako nuncjusz apostolski. Moje działania zaniepokoiły ówczesnych bardzo wpływowych ludzi, zdolnych do zignorowania woli Papieża Benedykta.
W 2016 roku, dokładnie w dniu moich siedemdziesiątych piątych urodzin, Bergoglio nakazał mi opuścić nuncjaturę w Waszyngtonie i zabronił powrotu do Watykanu, gdzie Jan Paweł II przydzielił mi stałe mieszkanie. Zakazał mi również zamieszkania w rzymskiej rezydencji dla emerytowanych nuncjuszy, specjalnie wyznaczonej przez Papieża Benedykta. Przed śmiercią Bergoglio odebrał mi również obywatelstwo watykańskie i paszport; uniemożliwił mi korzystanie z opieki zdrowotnej świadczonej członkom Służby Dyplomatycznej, mimo że zawsze płaciłem składki; nakazał wykreślenie mojego pojazdu z watykańskiego rejestru pojazdów; uniemożliwił również odnowienie mojego watykańskiego prawa jazdy, którego używałem nieprzerwanie od 1973 roku, co spowodowało poważne trudności i w efekcie skazało mnie na areszt domowy.
Po upublicznieniu w sierpniu 2018 roku wstrząsających wspomnień o Theodore’ie McCarricku i rozległej sieci korupcji i współudziału w Kurii Rzymskiej, w którą bezpośrednio uwikłany był sam Jorge Mario Bergoglio, przez kilka lat żyłem w ukryciu, zgodnie z radą kardynała Raymonda Leo Burke’a, biorąc pod uwagę otrzymywane groźby i fakt, że mój bezpośredni poprzednik w Waszyngtonie, nuncjusz Pietro Sambi, zginął w wysoce podejrzanych okolicznościach, po ostrych starciach z ówczesnym kardynałem McCarrickiem w związku z przekazaniem mu informacji o środkach podjętych przez Benedykta XVI w celu zwalczania jego przestępstw jako seryjnego przestępcy.
Korupcja, szantaż, oszustwa i zdrada, z którymi się zetknąłem, skłoniły mnie do zakwestionowania głębokich źródeł katastrofalnego stanu Kościoła katolickiego.
Wspominając moje lata formacyjne na Uniwersytecie Laterańskim (1960-1964) i Uniwersytecie Gregoriańskim (1965-1969), musiałem uznać, że jeszcze przed zakończeniem Soboru Watykańskiego II ideologiczne ramy całego programu nauczania – i kadry dydaktycznej – były już ukształtowane przez nowe nauczanie soborowe, mimo że nie zostało ono jeszcze zatwierdzone. Dobrze pamiętam, jak w rzymskich seminariach dyscyplina duchowna ustąpiła miejsca anarchii na wszystkich frontach i jak to przełożeni zachęcali duchownych do udziału w konferencjach „nowych teologów”: mam na myśli tych, którzy jeszcze kilka lat wcześniej byli traktowani z uzasadnioną podejrzliwością przez Święte Oficjum, takich jak Küng, Ratzinger, Rahner, Schillebeeckx, Congar, a wraz z nimi ów rozrost modernistów, który wkrótce miał zaatakować katedry uniwersytetów i stanowiska kierownicze w Watykanie i diecezjach. I jak to zawsze bywało w przypadku wszelkich działań wywrotowych, klimat ogólnej zmiany, ciągłych reform, ogromnych transformacji był umiejętnie kreowany z góry.
Z mojej uprzywilejowanej pozycji, jako Sekretarza Zastępcy, byłem świadkiem utraty tysięcy powołań kapłańskich i zakonnych. Kapłani, którzy nie chcieli poprzeć nowego kierunku soborowego lub porzucić liturgii trydenckiej, byli wykluczani, traktowani jak heretycy, ekskomunikowani lub suspendowani a divinis, pozbawiani wynagrodzenia i pozostawiani, by umierali w samotności.
Odczytując te wydarzenia i reformy dzisiejszym, rozczarowanym spojrzeniem i z doświadczeniem zdobytym podczas innych podobnych wydarzeń – zwłaszcza z zarządzania Synodem o Rodzinie, który doprowadził do Amoris Laetitia, a przede wszystkim z trwającej rewolucji synodalnej – nie mogłem nie dostrzec w tym wszystkim mentalności, która już wcześniej przygotowała wywrotowe działania, które wkrótce miały ujawnić swoje najbardziej destrukcyjne skutki.
Rewolucja soborowa przebiegała według bardzo precyzyjnego scenariusza, pod jednym kierownictwem. Wszystko musiało wyglądać całkowicie legalnie i zgodnie z powszechną praktyką Kościoła: każdy ogłoszony dokument musiał dopuszczać interpretację ortodoksyjną, aby uspokoić Ojców Soborowych, oraz interpretację heretycką, która następnie miała zostać zdetonowana. Dokumenty te ujawniają prawdziwe intencje tych, którzy złośliwie wykorzystali sobór do narzucenia błędów doktrynalnych, moralnych i liturgicznych, potępionych już przez papieży.
Podczas długich lat mojej posługi w Stolicy Apostolskiej, moje bezwarunkowe posłuszeństwo papieżom i całkowite pochłonięcie powierzonymi mi zadaniami nie pozwalały mi zrozumieć trwającej rewolucji. Jak mogłem sobie wyobrazić dokonującą się tam dywersję i zdradę? Jak mogłem uwierzyć, że najwyższy autorytet Kościoła i cały Episkopat mogły stać się wspólnikami najbardziej podstępnych wrogów Chrystusa, których święty Pius X utożsamiał z modernistami?
Moje „przejście na emeryturę” w 2016 roku pozwoliło mi poświęcić modlitwę, naukę i medytację tym poważnym problemom. W ten sposób zrozumiałem, że Sobór Watykański II, zachowując cechy soboru powszechnego, miał na celu zrewolucjonizowanie całej struktury kościelnej i jej obalenie w każdym aspekcie: w doktrynie, liturgii, dyscyplinie, normach kanonicznych, a zwłaszcza w jej hierarchicznej strukturze. Sami architekci Soboru Watykańskiego II nazywali go „rokiem 1789 Kościoła” i uważali swój wywrotowy eksperyment za Sobór par excellence, demonstrując w ten sposób jego heterogeniczność w stosunku do wszystkich innych soborów i odwiecznej Tradycji Kościoła.
Zarówno Jorge Bergoglio, jak i papieże posoborowi z dumą deklarowali swoją ideologiczną ciągłość z Soborem Watykańskim II, aby przeprowadzać i legitymizować każdą ze swoich „reform”. Co znamienne, cały „posoborowy korpus magisterialny” ustanawia nowy paradygmat, usankcjonowany przez Sobór. Jego płynne doktryny – nieustannie ewoluujące, podobnie jak heglowska synteza, na której się opierają – wyraźnie zrywają z dwutysiącletnim Magisterium Kościoła sprzed Soboru Watykańskiego II.
Sobór wsparł i przyczynił się do dechrystianizacji Zachodu oraz ustanowienia w sferze cywilnej nowego porządku, zgodnego z zamysłami masonerii. Plany lóż są dobrze znane i znamy środki, których rzekomo używały, aby osiągnąć zamierzone cele. Chodziło o infiltrację Kościoła katolickiego i atak na niego od wewnątrz.
Dyskusja o Soborze Watykańskim II i zamachu stanu w Kościele doprowadziły mnie stosunkowo niedawno do ponownego odkrycia rytu tradycyjnego. Porzucenie Mszy Montiniańskiej zapoczątkowało nową erę w mojej posłudze biskupiej. Wraz z Mszą Trydencką (która była Mszą moich święceń kapłańskich) odkryłem ukryty wszechświat prześladowanych i marginalizowanych księży, zakonników i seminarzystów. Uważałem za swój apostolski obowiązek wysłuchać ich wołania o pomoc, udzielając im odpowiedzi, która odnowiłaby ich zaufanie do Kościoła, z którego czuli się zdradzeni i wykluczeni. To skłoniło mnie do założenia Fundacji Exsurge Domine, dokładając wszelkich starań, aby zagwarantować środki do życia – duchowe i materialne – oraz autentycznie katolicką tożsamość kościelną tym, którzy za wierność Tradycji padli niesprawiedliwie ofiarą terroru bergogliańskiego.
Wśród nich znajdują się członkowie Bractwa Kapłańskiego Familia Christi, założonego i uznanego najpierw w ramach Ecclesia Dei, a następnie brutalnie zniszczonego i wymazanego. Jego członkowie padli ofiarą straszliwych prześladowań – których nie można ignorować – ze strony obecnego arcybiskupa Ferrary, Gian Carlo Perego, i samej Stolicy Apostolskiej. Tym duchownym, którzy zwrócili się do mnie po tym, jak zostali pozostawieni samym sobie bez środków do życia, oraz kandydatom do kapłaństwa, którzy do nich dołączyli, zapewniam o mojej ojcowskiej opiece.
Moje potępienie apostazji Kościoła soborowego i synodalnego oraz jego zerwania z Tradycją, wraz ze szczegółowymi wątpliwościami co do prawowitości „pontyfikatu” Bergoglia – do których sumiennie się odniosłem, wierząc, że wypełniam swój mandat Następcy Apostołów – zasłużyło na niesprawiedliwą, bezprawną i motywowaną ideologicznie ekskomunikę. Ta sankcja kanoniczna, nawet jeśli uważam ją za nieważną, pociąga za sobą poważne reperkusje kościelne, instytucjonalne i osobiste, które głęboko mnie zasmucają i są rażące w porównaniu z bezkarnością, jaką cieszą się notorycznie heretyccy i skorumpowani kardynałowie, biskupi i księża.
Wśród nich nie sposób nie wspomnieć o Eleuterio Vásquezie Gonzalesie, znanym w Chiclayo jako „Ojciec Luta”, oskarżonym o molestowanie seksualne kilku młodych ofiar. Stolica Apostolska niedawno wydała „Ojcu Lucie” deportację ze stanu duchownego bez przeprowadzenia właściwego procesu kanonicznego, co w praktyce pozostawiło go bezkarnym. Tymczasem prawnik kanoniczny ofiar, ks. prałat Ricardo Coronado Arrascue, został odsunięty od pełnienia obowiązków prawniczych, zwolniony i objęty śledztwem w sprawie zarzutów zniesławienia. Sprawa została udokumentowana i szczegółowo wyjaśniona przez samego prałata Coronado. Ta sprawa powtarza ten sam modus operandi Bergoglio, który został już przyjęty w przypadku McCarricka, i ujawnia aberracyjne wymierzanie sprawiedliwości przez Stolicę Apostolską.
W obliczu bezprawnie nałożonej na mnie ekskomuniki, oświadczam, że nie jestem schizmatykiem! Z łaski Bożej jestem i będę pobożnym synem Świętego Kościoła Rzymskiego i wiernym poddanym Pontyfikatu Rzymskiego. Głęboko wierzę w Komunię Apostolską i uznaję Prymat Piotrowy. Równie głęboko uznaję potrzebę przynależności nie tylko do niewidzialnego Ciała Mistycznego, ale także do instytucjonalnego i widzialnego ciała kościelnego.
Razem ze mną, na ławę oskarżonych byłego Świętego Oficjum, zostali wezwani wszyscy papieże w historii, aż do Piusa XII.
Często zadawałem sobie pytanie, dlaczego prześladowania, których doświadczam w końcowej fazie mojego ziemskiego życia, są uzasadnione; i czy moje przekonanie, że postępuję słusznie i zgodnie z wolą Bożą, nie uległo złudzeniu. Lecz choć staram się analizować swoje czyny, jakbym stał przed Chrystusem Sędzią w chwili mojej śmierci, nie znajduję w nich niczego moralnie złego. Moi oskarżyciele po prostu podążali za z góry napisanym wyrokiem, mając na celu usunięcie, za pomocą „kanonicznego” środka, tego, który potępił niewierność katolickiej hierarchii, głosząc Prawdę bez kneblowania. Głosu – mojego – którego nie dało się uciszyć z prostego powodu: nikt nigdy nie mógł mnie przekupić ani szantażować.
Urzędnicy byłego Świętego Oficjum nie byli w stanie obalić ani jednego z moich argumentów. Wystarczyło im jednak, że odważyłem się skrytykować Sobór Watykański II i Jorge Mario Bergoglio, by skazać mnie na ekskomunikę za zbrodnię schizmy, właśnie wtedy, gdy to moja miłość do papiestwa i odwiecznego Magisterium Kościoła naraża mnie na ten bezlitosny atak Watykanu. Nigdy nie zamierzałem odłączyć się od Komunii Apostolskiej, ani nie okazać nieposłuszeństwa Wikariuszowi Chrystusa, ani założyć „równoległego Kościoła”, o co niektórzy mnie oskarżali. Wierzę bowiem, że nie mógłbym lepiej służyć Papiestwu i Kościołowi Świętemu, niż mówiąc i działając w taki sposób, w jaki to czyniłem, stawiając czoło cierpieniom, które z nich wynikły, w duchu jedności z cierpieniami Boskiego Odkupiciela.
Zwracam się do Ciebie jako Arcybiskup Senior, z miłości do Pana i w wierności Kościołowi Świętemu. Zwracam się do Ciebie, aby wyrazić mój ból z powodu widoku Kościoła katolickiego przyćmionego i oszpeconego przez tych, którzy go zajmują i sprawują władzę. Nie mogę pojąć, jak po katastrofalnym doświadczeniu Jorge Bergoglio nie tylko odmawiasz potępienia jego błędów i skandali, ale także nie tracisz żadnej okazji, by potwierdzić swoją całkowitą ciągłość z nimi, w imię „Kościoła synodalnego”, który fałszuje hierarchiczną strukturę i monarchiczną naturę, jaką Pan nasz pragnął nadać Swojemu Kościołowi, i burzy cały jego doktrynalny gmach.
Zwracam się do innego Leona, wielkiego papieża Vincenzo Gioacchino Pecciego, w paradoksalnej sytuacji, wiedząc, że on uzna moje słowa za akceptowalne i godne pochwały, podczas gdy Kościół bergogliański uznał je za godne schizmatyka. Co takiego wydarzyło się w Kościele katolickim w ciągu kilku dekad, że zostałem potępiony, a wraz ze mną wszyscy papieże przedsoborowi? Quomodo facta est meretrix civitas fidelis? (Iz 1, 21).
Wiara, którą wyznaję, Msza trydencka, którą odprawiam, Sobory i Akty Magisterium, które akceptuję, trydencka Professio Fidei i Jusjurandum antimodernisticum, które tak często powtarzałem, są wspólne całemu Kościołowi i jednoczą mnie z nim. Tego jednego, świętego, katolickiego, apostolskiego i rzymskiego Kościoła, niezmiennego w doktrynie i moralności, nazywam siebie oddanym synem i sługą. To papiestwo, równie niezmienne, jest papiestwem rzymskim, któremu jestem posłuszny, gdyż w głosie Wikariusza rozbrzmiewa Prawda Dobrego Pasterza, który oddaje życie za owce (J 10,11).
Autorytet Świętych Kluczy musi otwierać bramy niebiańskiej Jerozolimy sprawiedliwym i wykluczać niegodziwych, a nie odwrotnie. Autorytet ten pochodzi od naszego Pana (Rz 13,1) – i jest zastępczy wobec Jego autorytetu. Nie może być używany do legitymizacji tego, co On potępia, a tym bardziej do potępiania tego, co nakazał. Dlatego nie mogę być posłuszny nikomu, kto, choć ustanowiony we władzy, odmawia uległości i posłuszeństwa najwyższemu autorytetowi Boga.
Przychodzą mi na myśl słowa św. Pawła: „Ale gdybyśmy nawet my albo anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy, niech będzie przeklęty!” (Gal 1,8). Od którego Kościoła jestem odłączony? A jaka władza mnie potępia? Wikariusza Chrystusa czy tych, którzy głoszą Ewangelię inną niż ta, którą otrzymał Pan?
Zostawiam ten list w Waszych rękach, abyście zrozumieli powody moich stanowisk i moich działań, z nadzieją, że będę mógł pobudzić Was do głębokiego rachunku sumienia i koniecznego i pilnego nawrócenia serca, umysłu i woli, pamiętając o słowach Pana: „Szymonie, Szymonie, szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. A ty, nawróciwszy się, utwierdzaj twoich braci” (Łk 22, 31-32). Proszę Was, abyście skorzystali ze swojej najwyższej władzy, aby umocnić moich braci w wierze. Proszę Was, abyście umocnili mnie w wierze: czyńcie to proszę. Albo powiedzcie mi, gdzie błądzę i w jaki sposób sprzeciwiam się Depositum Fidei, którego musicie strzec i na którym opiera się Jedność Katolicka. To na podstawie wyznania prawdziwej wiary muszę być osądzony: powiedz mi zatem, w jaki sposób sprzeciwiam się wierze katolickiej, a poprawię swoje postępowanie.
Nie ma jednak argumentów uzasadniających moją ekskomunikę: została ona nałożona bezprawnie, aby zniszczyć mnie i moją działalność w obronie Prawdy Katolickiej; sankcja ta wynikała w szczególności z nieprzejednanej nienawiści Jorge Mario Bergoglio do mnie. Niesprawiedliwość, która domaga się zadośćuczynienia za poważną krzywdę wyrządzoną mnie i Sprawie Świętego Kościoła Rzymskiego.
Ufam, że udzielisz mi audiencji po odwołaniu tej, która została mi udzielona 11 grudnia. Będę mógł wtedy osobiście poinformować Cię o kilku sprawach najwyższej wagi, dotyczących mojej posługi apostolskiej i konieczności zapewnienia jej ciągłości i przyszłości.
Od tej chwili ponawiam bezwarunkową wolę wypełnienia wszelkich zobowiązań nałożonych na mnie jako Następcę Apostołów,
in Christo Rege,
+ Carlo Maria Viganò,
Arcybiskup tytularny Ulpiany, Nuncjusz Apostolski”
