26 stycznia 2026r. we wspomnienie Św. Polikarpa Biskupa i Męczennika Ksiądz Michał Woźnicki SDB, podczas Mszy Św. w rycie rzymskim, w domowej kaplicy przy Placu Zmartwychwstania 1 w Baranowie wygłosił kazanie: “List bpa Williamsona do bpa Fellay z 19.10.2012 r. dot. „wykluczenia” z FSSPX”– do odsłuchania w ramach transmisji Mszy Św.- tutaj.
W kazaniu Kapłan m.in. odczytał treść Listu bpa Richarda Williamsona do bpa Bernarda Fellay z 19.10.2012 r. dot. „wykluczenia” z FSSPX .
List ten jest do odnalezienia m.in na opublikowanym 11 grudnia 2025r. poście, na profilu “Walka o Wiarę”
“List otwarty biskupa Ryszarda Williamsona do biskupa Bernarda Fellay z dnia 19 października 2012 roku dotyczący „wykluczenia” z FSSPX
Ekscelencjo,
Dziękuję za list z 4 października, w którym Ekscelencja informuje mnie na polecenie Rady Generalnej i Kapituły Generalnej o „uznaniu”, „deklaracji” i „decyzji”, że nie jestem już członkiem Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Powody decyzji o wykluczeniu Waszego sługi, jakie Ekscelencja mi przekazał, są następujące: kontynuowanie publikacji Komentarzy Eleison, atakowanie przełożonych Bractwa, prowadzenie niezależnego apostolatu, wspieranie zbuntowanych współbraci, formalne, uparte i uporczywe nieposłuszeństwo, odseparowanie się od Bractwa, brak podporządkowania przełożonym.Czyż wszystkich tych powodów nie można by podsumować jako nieposłuszeństwo? W ciągu ostatnich dwunastu lat sługa Waszej Ekscelencji pewnie wypowiedział słowa i robił rzeczy, które były przed Panem Bogiem niewłaściwe i przesadne, ale myślę, że wystarczyło mu je punkt po punkcie wskazać, aby za nie przeprosił, zgodnie z prawdą i sprawiedliwością. Bez wątpienia zgadzamy się jednak, że główny problem nie tkwi w tych szczegółach, że może być określony jednym słowem: nieposłuszeństwo.Wskażmy zatem od razu, jak wielu mniej lub bardziej przykrym poleceniom Przełożonego Generalnego był niezawodnie posłuszny Wasz sługa. W 2003 roku opuścił ważny i owocny apostolat w USA, by przenieść się do Argentyny. W 2009 roku opuścił stanowisko rektora seminarium i wyjechał z Argentyny, by przez trzy i pół roku próchnieć na londyńskim strychu bez wykonywania funkcji biskupich, do których go nie dopuszczano. Jedyne co mu zostało jako posługa duszpasterska to właściwie cotygodniowe Komentarze Eleison. Odmowa zaprzestania ich publikowania stanowi znaczną część „nieposłuszeństwa”, o które jest oskarżany. Od 2009 roku przełożeni Bractwa nie mają żadnych oporów, by go dyskredytować i obrażać do woli, a członkowie Bractwa na całym świecie są zachęcani, przez ich przykład, do tego samego, jeśli tylko mają na to ochotę. Wasz sługa prawie nie reagował, preferując milczenie zamiast skandalicznych konfrontacji. Można by nawet powiedzieć, że uparcie odmawiał nieposłuszeństwa. Ale zostawmy to, bo to nie jest prawdziwy problem.Gdzie zatem tkwi prawdziwy problem? W ramach odpowiedzi pozwól oskarżonemu przedstawić szybki przegląd historii Bractwa, od którego rzekomo sam się odseparował. Bowiem istota problemu sięga naprawdę daleko wstecz.Począwszy od rewolucji francuskiej pod koniec XVIII wieku, w wielu niegdyś chrześcijańskich państwach zaczął tworzyć się Nowy Porządek Świata, zaprojektowany przez wrogów Kościoła, by wypędzić Boga ze stworzonego przez Niego świata. Najpierw stary porządek, w którym tron wspierał ołtarz, został zastąpiony przez rozdział Kościoła od państwa. W rezultacie społeczeństwo zostało zorganizowane w radykalnie odmienny sposób, co wiązało się z szeregiem trudności dla Kościoła, ponieważ państwo, będące odtąd domyślnie bezbożne, w ostatecznym rozrachunku było zobowiązane do tego, by walczyć z całych sił z religią Boga. Jak można się było spodziewać, masoni przystąpili do zastępowania prawdziwego kultu Pana Boga kultem wolności, a więc kultem, którego narzędziem jest państwo obojętne w sprawach religijnych. W ten oto sposób rozpoczęła się we współczesnych czasach bezwzględna wojna między religią Boga, bronioną przez Kościół katolicki, a religią człowieka, wyzwoloną od Boga i liberalną. Te dwie religie są nie do pogodzenia, jak Pan Bóg i diabeł. Trzeba dokonać wyboru między katolicyzmem a liberalizmem.Jednak człowiek chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Nie chce stawać wobec konieczności dokonania wyboru. Chce mieć jedno i drugie. Dlatego w ślad za rewolucją francuską Félicité de Lamennais wynalazł liberalny katolicyzm i od tego momentu godzenie rzeczy nie do pogodzenia stało się powszechną praktyką w Kościele. W swym miłosierdziu Pan Bóg przez 120 lat dawał Kościołowi szereg papieży, od Grzegorza XVI do Piusa XII, którzy w większości przypadków mieli trzeźwy ogląd rzeczywistości i twardo stąpali po ziemi, ale coraz większa liczba wiernych skłaniała się w stronę niezależności od Boga oraz materialnych przyjemności, które liberalny katolicyzm czyni bardziej przystępnymi. Zepsucie rozprzestrzeniało się, aż zainfekowało biskupów i kapłanów, a wtedy Pan Bóg dopuścił, by wybierali takich papieży, jakich preferowali, a zatem takich, którzy udawali, że są katolikami, a w rzeczywistości byli liberałami, których wypowiedzi mogły brzmieć prawicowo, ale których działania były lewicowe, którzy charakteryzowali się sprzecznościami, dwuznacznością, dialektyką heglowską, krótko mówiąc, kłamstwami. Znajdujemy się w Nowym Kościele Soboru Watykańskiego II.To musiało się tak skończyć. Tylko marzyciel może połączyć to, czego w rzeczywistości połączyć się nie da. Jednak Pan Bóg, jak mówił św. Augustyn, nie opuszcza dusz, które pozostają mu wierne. Dlatego przyszedł z pomocą małej trzódce, która nie chciała brać udziału w cichej apostazji Soboru Watykańskiego II. Powołał pewnego Arcybiskupa, aby przeciwstawił się zdradzie soborowych hierarchów. Będąc realistą, nie pragnął on pogodzenia tego, czego połączyć się nie da, odrzucił mrzonki, Arcybiskup przemawia z jasnością, spójnością i prawdą, które umożliwiają owcom rozpoznanie głosu Boskiego Mistrza. Kapłańskie Bractwo, które założył, by formować prawdziwie katolickich kapłanów, rozpoczynało działalność na małą skalę, ale poprzez swoje zdecydowane odrzucenie soborowych błędów i ich fundamentu w postaci liberalnego katolicyzmu, przyciąga do siebie pozostałych na całym świecie nielicznych prawdziwych katolików i staje się swoistym kręgosłupem całego ruchu w Kościele, który nazwano tradycjonalizmem.Jednak ten ruch jest nie do zniesienia dla dostojników Neo-Kościoła, którzy katolicyzm pragną zastąpić liberalnym katolicyzmem. Wspierani przez media i rządy robią wszystko, co tylko mogą, by zdyskredytować, obrzucić oszczerstwami i usunąć w cień odważnego Arcybiskupa. W 1975 roku Paweł VI nakłada na niego suspensę a divinis, a w 1988 roku Jan Paweł II „ekskomunikuje” go. Jest on wielkim utrapieniem dla soborowych papieży, ponieważ jego głos prawdy demaskuje ich stek kłamstw i zagraża zdradzie, której pragną dopełnić. Pomimo prześladowań, a nawet pomimo „ekskomuniki”, pozostaje niezłomny, podobnie jak znaczna część kapłanów jego zgromadzenia.Dzięki tej wierności wobec prawdy Pan Bóg udziela Bractwu kilkanaście lat wewnętrznego pokoju i zewnętrznego rozkwitu. W 1991 roku umiera wielki Arcybiskup, ale przez kolejne dziewięć lat jego dzieło jest kontynuowane, wierne antyliberalnym zasadom, na których zostało zbudowane. Cóż więc zrobią posoborowi Rzymianie, aby położyć kres temu oporowi? Zamienią kij na marchewkę.W 2000 roku wielka pielgrzymka Bractwa do Rzymu z okazji Roku Jubileuszowego ukazuje w bazylikach i na ulicach Rzymu siłę Bractwa. Rzymianie, czy tego chcą czy nie, są pod wrażeniem. Pewien kardynał zaprasza czterech biskupów Bractwa na wystawny obiad w swoich apartamentach. Trzech z nich przyjmuje zaproszenie. Tuż po tym jakże braterskim spotkaniu kontakty między Rzymem a Bractwem, które przez ostatnie dwanaście lat były zdecydowanie chłodne, odżywają, a wraz z nimi rozpoczyna się potężny proces uwodzenia, można by powiedzieć, za pomocą purpurowych guzików i marmurowych sal.Zaiste kontakty stają się coraz cieplejsze tak szybko, że już pod koniec roku wielu kapłanów i wiernych Tradycji zaczyna się obawiać próby pogodzenia katolickiej Tradycji z liberalnym Soborem. W tamtym momencie do tego jeszcze nie dochodzi, ale język Domu Generalnego Bractwa w Menzingen zaczyna się zmieniać, a przez następne dwanaście lat staje się coraz mniej niechętny wobec Rzymu, a coraz bardziej otwarty na Neo-Kościół, media i świat. Skoro na szczycie Bractwa przygotowywana jest droga do pogodzenia tego, czego pogodzić się nie da, to stosunek kapłanów i wiernych wobec soborowych papieży i soborowego Kościoła, wobec tego, co światowe i liberalne, staje się coraz bardziej łagodny. Ostatecznie, czy współczesny świat, który nas otacza, jest naprawdę tak zły, jak się to wydaje?Ten postęp liberalizmu w Bractwie, dostrzeżony jedynie przez małą część księży i świeckich, a najwyraźniej niezauważony przez większość, stał się oczywisty dla wielu wiosną tego roku, kiedy to po fiasku w 2011 roku rozmów doktrynalnych, które miały pogodzić doktrynę Tradycji i Soboru, katolickie stanowisko Bractwa: „Nie dla porozumienia praktycznego, bez porozumienia doktrynalnego” z dnia na dzień zamieniono na: „Skoro brak porozumienia doktrynalnego, to tak dla porozumienia praktycznego”. W połowie kwietnia Przełożony Generalny zaproponował Rzymowi, jako bazę dla porozumienia praktycznego, dwuznaczny tekst, otwarcie przychylny „hermeneutyce ciągłości”, która jest ulubioną receptą Benedykta XVI właśnie na pojednanie Soboru z Tradycją! „Potrzebujemy nowego sposobu myślenia”, oświadczył Przełożony Generalny w maju podczas spotkania księży Bractwa z dystryktu austriackiego. Innymi słowy, przywódca Bractwa założonego w 1970 roku do stawiania oporu soborowym nowinkom, zaproponował pogodzenie Bractwa z tym Soborem. Dziś Bractwo jest ugodowe. Jutro będzie w pełni soborowe!Aż trudno uwierzyć, że dzieło Arcybiskupa Lefebvre mogło zostać doprowadzone do odrzucenia zasad, na których powstało, ale taka jest uwodzicielska moc fantazji naszego bezbożnego, modernistycznego i liberalnego świata. Niemniej jednak rzeczywistość nie podporządkowuje się kaprysom, a częścią rzeczywistości jest to, że nie można odrzucić zasad fundatora nie niszcząc jednocześnie jego dzieła. Założyciel ma bowiem specjalne łaski, których nie ma żaden z jego następców. Dlatego ojciec Pio, kiedy przełożeni jego zgromadzenia zaczęli je „odnawiać” zgodnie z nowym sposobem myślenia właśnie zakończonego Soboru, wykrzyknął: „Co wy robicie z naszym Założycielem?” Przełożony Generalny, Rada Generalna i Kapituła Generalna Bractwa mogą trzymać w ręku Arcybiskupa Lefebvre jako maskotkę, ale to nie pomoże, jeśli oni wszyscy podzielają ten nowy sposób myślenia, który całkowicie pomija kluczowe powody, dla których założył on Bractwo. Dlatego też, niezależnie od tego, jak dobre byłyby ich intencje, prowadzą Bractwo do ruiny dokonując zdrady, która we wszystkich aspektach analogiczna jest do tej dokonanej na Soborze Watykańskim II.Ale bądźmy sprawiedliwi i oddajmy każdemu to, co mu się należy. Od samego początku tego powolnego upadku Bractwa zawsze byli kapłani i wierni, którzy trzeźwo oceniali sytuację i robili co tylko mogli, by stawiać opór. Wiosną tego roku opór stał się na tyle mocny i liczny, że lipcowa Kapituła Generalna postawiła jednak pewną przeszkodę na drodze do fałszywego porozumienia między FSSPX a Rzymem. Ale czy ta przeszkoda okaże się skuteczna? Można się obawiać, że nie. We wrześniu Przełożony Generalny w obliczu czterdziestu kapłanów Bractwa zgromadzonych na rekolekcjach w Écône przyznał, odnosząc się do swojej polityki wobec Rzymu: „Myliłem się”. Ale kto był winien? „Rzymianie mnie zwiedli”. Stwierdził także, iż ten cały wiosenny kryzys spowodował „wielką nieufność wewnątrz Bractwa”, którą będzie trzeba uleczyć „poprzez czyny, a nie tylko słowa”. Ale czyja to była wina? Mając na uwadze jego działania od września, w tym także list z 4 października, stwierdzić należy, iż obwinia kapłanów i wiernych, którzy nie potrafili zaufać mu, jako swojemu przywódcy. Wygląda na to, że po kapitule, podobnie jak przed nią, nie może znieść żadnego sprzeciwu wobec swojej pojednawczej i soborowej polityki.To jest właśnie prawdziwy powód, dla którego Przełożony Generalny wydawał kilka razy formalne polecenie zamknięcia Komentarzy Eleison. Zaiste Komentarze wielokrotnie krytykowały pojednawczą politykę władz Bractwa wobec Rzymu, tym samym je pośrednio atakując. Jeśli w tej krytyce zdarzyło się, że nie zachowano respektu zwykle należnego z uwagi na urząd czy osobę przełożonych Bractwa, to z całego serca proszę wszystkich dotkniętych o wybaczenie, jednak sądzę, że ktokolwiek przeczytałby poszczególne Komentarze, stwierdzi, iż krytyka i ataki nie były skierowane wobec konkretnych osób, ponieważ sprawy, o które tu chodzi, wykraczają daleko poza kwestie osobiste.Skoro zaś dochodzimy do wielkiego problemu przewyższającego dalece sprawy personalne, to musimy sobie przypomnieć, iż jest nim olbrzymie zamieszanie królujące obecnie w Kościele, które naraża na niebezpieczeństwo wieczne zbawienie niezliczonych dusz. Czyż nie jest obowiązkiem biskupa odkrywanie prawdziwych korzeni tego zamieszania i publiczne ich potępianie? Ilu biskupów na całym świecie widzi sytuację jasno, jak widział Arcybiskup Lefebvre i ilu z nich naucza z odpowiednią jasnością? llu biskupów w ogóle uczy jeszcze katolickiej doktryny? Z pewnością bardzo niewielu. Czy jest to zatem odpowiedni moment, by usiłować uciszyć biskupa, który to robi, a dowodem tego jest liczba dusz, które trzymają się Komentarzy niczym koła ratunkowego? W szczególności czy może chcieć uciszyć go inny biskup, który właśnie musiał przyznać się swoim księżom, że przez wiele lat dał się wodzić za nos w kwestii tych samych wielkich pytań?Podobnie, jeśli ów zbuntowany biskup podjął – po raz pierwszy od niemal czterech lat – niezależny apostolat, czy można go potępiać za to, że przyjął pochodzące spoza Bractwa zaproszenie, by udzielić Sakramentu Bierzmowania i głosić słowa prawdy? Czyż dokładnie to nie jest istotą posługi biskupa? A jeśli oskarżany jest on o to, że jego nauczanie doprowadziło do „zamieszania”, to odpowiedź może być tylko jedna: to, co powiedziano w Brazylii może być ciężkie do zrozumienia tylko dla tych ludzi, którzy podążają za linią, która jest błędem, jak to wyżej przypomniano.Jeśli zarzuca się mu, że sam od lat dystansował się od Bractwa, to prawda jest taka, że dystansował się od ugodowego Bractwa, ale nie od Bractwa Arcybiskupa. Jeśli zaś wydaje się nieposłuszny wobec poleceń wydawanych przez przełożonych Bractwa, to prawda jest taka, że dotyczyło to tylko poleceń sprzecznych z celami, dla realizacji których założone zostało Bractwo. W rzeczywistości, ile jest poleceń, poza nakazem zamknięcia Komentarzy, w stosunku do których można mu zarzucić, że był nieposłuszny w sposób „formalny, uparty i uporczywy”? Czy znalazłoby się choć jedno takie polecenie? Kiedy Arcybiskup odmawiał posłuszeństwa aktom kościelnej hierarchii, które niszczyły Kościół, jego nieposłuszeństwo było pozorne, a nie realne. Podobnie odmowa zamknięcia Komentarzy jest nieposłuszeństwem pozornym, a nie realnym.Zaiste historia się powtarza i diabeł ciągle wraca. Tak, jak wczoraj Sobór Watykański II usiłował pogodzić Kościół katolicki ze współczesnym światem, tak można by powiedzieć, że dziś Benedykt XVI i Przełożony Generalny Bractwa pragną pogodzić Katolicką Tradycję i Sobór, a jutro, jeśli Pan Bóg w międzyczasie nie zainterweniuje, przywódcy Katolickiego Ruchu Oporu mogą próbować pogodzić go z Tradycją w wydaniu soborowym.Mówiąc krótko, Wasza Ekscelencja może iść naprzód i mnie wyrzucić, ponieważ przedstawione powyżej argumenty prawdopodobnie nie przekonają Waszej Ekscelencji, ale będzie to wykluczenie pozorne, a nie realne. Od czasów moich wieczystych oblacji jestem członkiem Bractwa Arcybiskupa. Jestem kapłanem Bractwa od 36 lat. Jestem jednym z jego biskupów, jak Wasza Ekscelencja, od niemal ćwierć wieku. Nie można tego wymazać jednym pociągnięciem pióra. Dlatego pozostaję członkiem Bractwa Arcybiskupa i czekam.Jeśli pozostałbyś wierny dziedzictwu Arcybiskupa, zaś ja sam stałbym się jemu niewierny, wówczas uznałbym prawo do wykluczenia mnie. Lecz fakty są, jakie są. Mam nadzieję, że nie uchybię szacunkowi należnemu urzędowi Waszej Ekscelencji, ale pozwolę sobie zasugerować, że lepiej byłoby dla chwały Bożej, dla zbawienia dusz, dla wewnętrznego pokoju w Bractwie i dla zbawienia własnej duszy, byś zrezygnował z urzędu Przełożonego Generalnego, niż mnie wykluczał. Oby dobry Pan dał Waszej Ekscelencji łaskę, światło i siły potrzebne do dokonania takiego aktu pokory i poświęcenia dla wspólnego dobra wszystkich.Tak, jak przez lata często kończyłem listy, które kierowałem do Waszej Ekscelencji,
Dominus tecum, niech Pan będzie z Tobą.
+ Richard Williamson”
Po odczytaniu treści listu Ks. Woźnicki wskazywał co można odnaleźć w tym liście.
Kapłan wskazywał m.in.:
“postawa cnoty, która pozwala przełożonemu powiedzieć: jak masz tak czynić, to lepiej zrezygnuj, która nie jest wyrazem bezczelności, ale jest wyrazem pokory- uznania prawdy. Tak rzeczy się mają, jak tak masz czynić, to lepiej jest z tego stanowiska schodź.
Ciekawe czy ten list jest znany Księdzu Szymonowi Bańce. I czy mówiąc o posłuszeństwie korporacyjnym, ktoś tu się pod nie nie stosuje, a jeżeli tak, to kto?
Pytanie, spośród kogo, jeżeli ma się to dokonać, będą wybrani, konsekrowani nowi biskupi Bractwa [ Kapłańskiego Św. Piusa X]. Jaką postawę przyjmowali wobec tego co tutaj pisze biskup Williamson w 2012 roku i jaką wobec tych samych faktów, z perspektywy minionych [lat] zajmują dziś. Kto zostanie biskupem…?”
