Kazanie Abp Carlo Maria Viganò na II Niedzielę po Objawieniu Pańskim: “Synodalność i czujne oczekiwanie”

24 stycznia 2026r. we wspomnienie Św. Tymoteusza Biskupa i Męczennika Ksiądz Michał Woźnicki SDB, podczas Mszy Św. w rycie rzymskim, w domowej kaplicy przy Placu Zmartwychwstania 1 w Baranowie podczas kazania m.in. odczytał tekst kazania JE Ks. Abp Carlo Maria Viganò na II Niedzielę po Objawieniu Pańskim-  do odsłuchania w ramach transmisji Mszy Św.- tutaj.
Następnego dnia- w 25 stycznia 2025r. w III Niedzielę po Objawieniu Pańskim Ks. Michał Woźnicki SDB, podczas Mszy Św. w rycie rzymskim, w trakcie kazania powtarzał i wskazywał najważniejsze fragmenty w kazaniu JE Ks. Abp Carlo Maria Viganò na II Niedzielę po Objawieniu Pańskim-  do odsłuchania w ramach transmisji Mszy Św.- tutaj.

Treść kazania JE Arcybiskupa Carlo Maria Viganò:


Synodalność i czujne oczekiwanie.
Sobór Watykański II „bezpieczny i skuteczny”

Tytuł mojego wystąpienia pochodzi z wyrażenia „Tachipirina i czujne oczekiwanie”, które włoskie władze narzuciły jako protokół dla wszystkich osób z pozytywnym wynikiem testu na COVID-19 podczas psychopandemii. Rząd nakazał szpitalom i lekarzom wstrzymanie się od leczenia przypadków zapalenia płuc, ograniczając się do podawania paracetamolu i oczekiwania na pogorszenie stanu pacjentów, po czym byli oni przyjmowani na oddział intensywnej terapii, podawani w znieczuleniu i uśmiercani za pomocą wentylacji mechanicznej.

Tytuł „Synodalność i czujne oczekiwanie” nawiązuje zatem do sposobu, w jaki władze wycisnęły maksymalne możliwe szkody z psychopandemicznej farsy, a sposób, w jaki władze kościelne radzą sobie z kryzysem posoborowym.

Trudno uwierzyć, że usunięcie kwestii liturgicznej z dyskusji pierwszego Nadzwyczajnego Konsystorza zwołanego przez Leone i dwóch maszynopisów kardynała Roche’a nie mają ze sobą nic wspólnego. W istocie, można się zastanawiać, czy to nie sam Leone ujawnił Roche’owi linię, którą zamierza kontynuować. Z tego możemy wnioskować, że ograniczenie orzeczenia do Prefekta Konferencji Biskupów jest redukcjonistyczne i mylące; a także, że Prevost uważa Konsystorz za swego rodzaju przedłużenie Synodu Biskupów, któremu synodalnie narzuca decyzje już podjęte gdzie indziej, sprawiając, że wydają się owocem otwartego i szczerego dialogu. Zatem wytyczona linia jest bardzo jasna: nie ma odwrotu, nawet jeśli oznacza to podążanie w kierunku otchłani.

Prawie żaden z członków episkopatu nie wydaje się przejmować myślą, że katastrofa, której jesteśmy świadkami od sześćdziesięciu lat, została sprowokowana i zaaranżowana przez niewiernych duchownych, którzy zostali wyniesieni na najwyższe szczeble hierarchii katolickiej właśnie dlatego, że byli skorumpowani i podatni na szantaż, a zatem mogli zostać wykorzystani do wprowadzenia rewolucji soborowej II w samo serce Kościoła.

To znajduje paralelę z tym, co obserwowaliśmy w środowisku medycznym podczas psychopandemii, kiedy dobrzy specjaliści zostali przyćmieni przez postacie o niewypowiedzianym pochodzeniu, całkowicie podporządkowane firmom farmaceutycznym i interesom tych, którzy w zamian dawali im widoczność, pieniądze i władzę. Zarówno dobrzy duchowni, jak i sumienni lekarze byli marginalizowani, dyskredytowani i wydalani za chęć kontynuowania tego, czego ich nauczono, pod czujnym i nieskorumpowanym autorytetem.

Zdaniem zwolenników rewolucji soborowej, załamanie się powołań kapłańskich i zakonnych, spadek uczestnictwa we Mszy Świętej i sakramentach wśród wiernych, całkowita nieznajomość doktryny chrześcijańskiej i postępująca utrata znaczenia społecznego katolików nie są logicznym i koniecznym skutkiem nagromadzenia błędów doktrynalnych, moralnych, liturgicznych i dyscyplinarnych wprowadzonych przez reformy soborowe, lecz raczej niefortunnym i szczęśliwym zbiegiem okoliczności, podobnym do zgonów osób zaszczepionych po zaszczepieniu eksperymentalną surowicą, której negatywne skutki zostały celowo ukryte. Jeśli nie widzimy jeszcze pozytywnych rezultatów Soboru – słynnej „wiosny soborowej” – a w istocie katastrofa kościelna jest niezaprzeczalna, to dlatego, że Sobór Watykański II nie został wdrożony tak, jak powinien: to właśnie mówił Bergoglio i to powtarza dziś Prevost. W obliczu pogarszającego się i tak już dramatycznego stanu pacjenta, lekarz podaje rzekomy lek w jeszcze większych dawkach i dokłada wszelkich starań, aby uniemożliwić wykrycie leków stosowanych w ramach zdrowej doktryny, zgodnej z nią liturgii i zdrowego kazania, pomimo ich udowodnionej powszechnej skuteczności, dokładnie tak jak stało się z iwermektyną w erze COVID-19.

Roche, Grech i Tucho Fernández (między innymi) to twórcy zatrutego produktu, który, aby przetrwać, musi z konieczności zatrzeć wszelkie możliwe porównania, których sama obecność uwidaczniałaby oszustwo. Zacięta niechęć Roche’a do Mszy Świętej – i do leżących u jej podstaw autorytetów – służy ukryciu przestępczego zamiaru, czyli złośliwości, świadomego pozbawienia Kościoła katolickiego wszelkich zabezpieczeń, które pozwoliłyby mu stawić czoła zagrożeniom i wyzwaniom coraz bardziej wrogiego świata.

Roche, Grech i Tucho Fernández (między innymi) to sprzedawcy zatrutego produktu, który, aby przetrwać, musi z konieczności zatrzeć wszelkie możliwe porównania, ponieważ sama obecność alternatywy uwidoczniłaby oszustwo. Roche doskonale wie – podobnie jak wielu innych prałatów przed nim, nie przypadkiem postawionych na czele ważnych dykasterii – że Sobór Watykański II i reforma liturgiczna są sprzeczne z tym, czego Kościół katolicki nauczał i praktykował przez dwa tysiące lat, i nie do pogodzenia z tym, a wprowadzone zmiany wyrządziłyby bardzo poważne szkody ciału kościelnemu, tak jak organizacje zdrowotne promujące „szczepienia” wiedziały, że podają wysoce szkodliwy lek, który powodowałby bezpłodność, raka, choroby autoimmunologiczne i śmierć. Celem globalistów jest w rzeczywistości wyludnienie planety, a nie dobro wspólne; celem modernistów jest utrata dusz, a nie prowadzenie ich do wiecznego błogosławieństwa. Wrogiem, którego należy obalić, w ich lucyferiańskich umysłach, jest Chrystus Król i Papież, Pan narodów i Kościoła. Rolą tych piątych kolumn jest dostarczenie pozornego i wiarygodnego powodu, by odwrócić uwagę od rozpoznania wywrotowych zamiarów, które usiłują zrealizować. Aby więc zmusić kapłanów i wiernych do przełknięcia tego, co do wczoraj było nie do pomyślenia, zapewniono ich, że posoborowa reforma liturgiczna powinna pozwolić im na pełniejszy udział w świętym działaniu, odnowioną znajomość Pisma Świętego i nowy zapał misyjny, by stawić czoła wyzwaniom współczesnego świata. Gdyby powiedziano im, że Sobór Watykański II ma posłużyć jako narzędzie zniszczenia Kościoła katolickiego, nikt by tego nie zaakceptował, tak jak nikt nie pozwoliłby sobie na zaszczepienie się silnie wyniszczającą surowicą genową. Pierwsza pewna i skuteczna dawka modernizmu, zaszczepiona Soborem Watykańskim II, potrzebuje drugiego liturgicznego impulsu, ekumenicznego impulsu, czwartego zastrzyku synodalności, za każdym razem przedstawiając soborowe serum jako cudowne. Z tego powodu traktują Mszę św. Piusa V na równi z iwermektyną i zabraniają jej sprawowania. Ta Msza ukazuje, czym jest prawdziwe lekarstwo, a jednocześnie wskazuje na przyczyny zła, którego doświadcza ciało kościelne.

Gdyby obrońcy Soboru działali w dobrej wierze, nic nie powstrzymywałoby ich przed przyznaniem się do błędów i ich naprawieniem, powracając do tego, co od tysiącleci okazuje się skuteczne i ważne. Jednak to właśnie zła wiara popycha ich do zaprzeczania dowodom i uporczywego przedstawiania Soboru Watykańskiego II jako „wydarzenia proroczego”, w obliczu którego nie jest możliwa ani refleksja, ani skrucha. Gdyby wierni zrozumieli oszustwo, którego padli ofiarą, zrozumieliby również nieuczciwość, z jaką postępowali i nadal postępują kardynałowie i biskupi, i zdystansowaliby się od nich. Dlatego nie należy dopuszczać żadnych odstępstw od jego stosowania, zwłaszcza jeśli te wyjątki dowodzą, o ile lepsza była „starożytna liturgia” „starożytnego Kościoła”.

List Roche’a do kardynałów potwierdza tę złą wiarę, ponieważ nadal obsesyjnie powtarza on błędne i fałszywe argumenty, początkowo przedstawione w celu uzasadnienia rewolucji soborowej, podczas gdy wszyscy wiemy, że wywrotowe umysły, które ją zorganizowały, były w pełni świadome tego, co chciały osiągnąć. A po całkowitym zniszczeniu całego katolickiego nauczania i liturgii, nie mogą się wycofać, nie ujawniając swojej zdrady.

Te żałosne próby nadania pozorów legitymizacji wywrotowym działaniom heretyckich i skorumpowanych duchownych nie służą ani sprawie Kościoła Świętego, ani chwale Bożej, ani zbawieniu dusz. Są ostatecznym, aroganckim gestem tych, którzy wiedzą, że nie mają innego wyjścia, by utrzymać władzę, jak narzucić swoją wolę autorytaryzmem tyranów. Przygnębiające jest to, że nieliczne głosy krytyczne w Kościele – i to bardzo umiarkowane – w ogóle nie chcą kwestionować Soboru ani Novus Ordo, a jedynie stawiają obok siebie Magisterium Kościoła i Mszę trydencką, nie rozumiejąc, że to współistnienie przeciwieństw jest niemożliwe.

Konsystorz ten ustanawia ciągłość między Bergoglio a Prevostem we wszystkich kontrowersyjnych punktach programu synodalnego i w kwestii nieodwołalności Soboru. Na froncie modernistycznym mamy do czynienia ze złą wolą tych, którzy deklarują się jako inkluzywni dla wszystkich poza katolikami; na froncie konserwatywnym – który moglibyśmy nazwać ratzingerowskim – mamy błędne przekonanie, że liturgia trydencka i ryt montiniański to dwa prawowite sposoby wyrażania tej samej wiary, których Sobór Watykański II nie zmienił. Roche doskonale wie, że Vetus Ordo i Novus Ordo są niezgodne nie tyle ze względu na aspekty ceremonialne, co dlatego, że pierwszy opiera się na wierze katolickiej, a drugi na błędach dogmatycznych i eklezjologicznych, które przejął Sobór. Jednak wśród konserwatystów są tacy, którzy idą w ślady modernistów, obstając przy wersji błędnej interpretacji Soboru Watykańskiego II i ciągłości między Kościołem katolickim a Kościołem synodalnym.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Katolicy wiedzą, że Kościół Święty jest niezniszczalny dzięki obietnicom Chrystusa i że ta niezniszczalność wyraża się również w Sukcesji Apostolskiej, która zapewnia przekazywanie Depozytu Wiary i uświęcającej misji dusz aż do końca świata, dzięki szczególnemu działaniu Ducha Świętego. Nie oznacza to jednak, że jego Hierarchia nie może być infiltrowana i zajęta przez wysłanników wroga, którzy twierdzą, że są uznawani za prawowitą władzę, podczas gdy sami stanowią prawa i rządzą wbrew samemu Kościołowi. „Po owocach ich poznacie” (Mt 7, 20). W związku z tym, zauważenie soborowego i synodalnego ciosu powinno być pierwszym krokiem do jego naprawienia. Oznaczałoby to jednak również uznanie, że autorytet Hierarchii jest uzurpowany przez fałszywych pasterzy, którym nie należy się posłuszeństwo. Tego właśnie konserwatyści nie chcą zaakceptować, ponieważ nie uznają tego soboru za zamach stanu i co najwyżej potępiają jego błędne interpretacje.

Jako przykład wystarczy przytoczyć propozycję, którą biskup Schneider upokorzył u stóp Najświętszej Marii Panny: Konstytucję Apostolską regulującą pokojowe współistnienie Vetus i Novus Ordo. Ten fikcyjny pokój liturgiczny sankcjonowałby dedogmatyzację liturgii (i deliturgikalizację doktryny) poprzez sztuczne i nienaturalne rozdzielenie lex credendi od lex orandi. W tym sensie kanon wiary i kanon modlitwy przestałyby być wyrazem siebie nawzajem: możliwe byłoby przestrzeganie błędów Soboru Watykańskiego II i odprawianie Mszy trydenckiej, co jest ewidentnie niedopuszczalnym paradoksem.

Niepokojąca jest również postawa kardynała Burke’a, który mówi o konsystorzu jako o „wielkim dobrodziejstwie”, jedynie ubolewając nad krytyką organizacyjną, jednocześnie milcząc na temat trwającego procesu synodyzacji w Kościele. Ten chorąży konserwatyzmu nie wykazał się walecznością, jaką początkowo prezentował podczas Dubia. Niechętny konfrontacji z rzeczywistymi problemami nękającymi Kościół i przekonany, że nie ma sprzeczności między wiarą katolicką a soborowym i synodalnym credo, Jego Eminencja ma nadzieję na pokój liturgiczny, który nie spodoba się wszystkim, a którego jego rozmówcy w Watykanie nie będą się sprzeciwiać.

Leone nie wykonał żadnego gestu ani nie wypowiedział ani jednego słowa, które potwierdziłyby pobożne złudzenia konserwatystów. Wręcz przeciwnie, powtórzył, verbo et opere, swoją absolutną ciągłość z poprzednikiem Bergoglio w budowaniu Kościoła synodalnego, innego niż ten założony przez Pana Jezusa. Podporządkowanie Kościoła soborowego i synodalnego zasadom rewolucyjnym i agendzie globalistycznej jest całkowite i rażące. Stanowi ono prawdziwy dowód podporządkowania Hierarchii wywrotowej elicie, która trzyma Zachód w niewoli, oraz władzy ontologicznie antyludzkiej i antychrześcijańskiej: głęboki Kościół i głębokie państwo nadal dążą do tych samych celów i zapewniają posłuszeństwo wiernych i obywateli, uciekając się nawet do użycia siły.

Nic nie pozwala nam nawet przypuszczać, że ten wyścig ku otchłani da się powstrzymać. Wręcz przeciwnie: im bardziej widoczne są katastrofalne skutki, tym bardziej władcy i duchowni upierają się przy proponowaniu jako domniemanego rozwiązania tego, co w rzeczywistości jest przyczyną. W obliczu takiego uporu należy zwrócić uwagę na endemiczny kryzys władzy ziemskiej – cywilnej i religijnej – której kres położy jedynie nasz Pan, gdy odzyska uzurpowaną obecnie władzę królewską i kapłańską.

+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup

18 stycznia 2026 r.
Druga niedziela po Objawieniu Pańskim
Wspomnienie Katedry Świętego Piotra w Rzymie